Klawiatury, ostrygi, przemówienia. Do wszystkiego co dobre, można się przyzwyczaić!

[przeczytanie tego wpisu zajmie Ci… 11 minut]

Jadłeś kiedyś ostrygi? Małe, śliskie małże nitkoskrzelne, które w 1758 roku opisał Karol Linneusz? Nie? To najwyższy czas spróbować, ponieważ już w starożytności były hodowane (i jedzone!) na masową skalę. A co z kawą? Pamiętasz jak miałeś 15 lat i udawałeś, że jesteś dorosły, próbując przełknąć kolejny łyk? A i jeszcze „bez mleka nie piję!”. Po latach okazuje się, że kawa jest świetna, nie możesz bez niej zacząć poranka, a ostrygi faktycznie są jadalne! Można też bać się jeździć na rowerze, nie zgadzać się z obowiązkiem mycia zębów lub bać się występować. Don’t worry! Do wszystkiego co dobre, można się przyzwyczaić.

Mówienie jest czynnością, bez której praktycznie nie wyobrażamy sobie funkcjonowania. Robimy to na co dzień, automatycznie. Teoretycznie więc, przemawianie do więcej niż jednej osoby, nie powinno sprawiać nam żadnego problemu… a jednak! Trudność stanowi więc nie wykonywanie czynności mówienia samej w sobie, lecz zaszeregowanie jej w naszym mózgu. Wystąpienia również mogą stać się w pewnym sensie nawykiem, którego konsekwencją będzie nagroda. Jaka? O tym za chwilę.

Najpierw jednak trochę naukowo. Przyzwyczajenie jest konsekwencją nawyku. Nawyk natomiast to czynność, która jest wykonywana przez nas niemal automatycznie, ponieważ wielokrotnie ją powtórzyliśmy. Nauczyliśmy się jej. Mamy zatem:

  • dźwignię – sytuację, bodziec, która powoduje, że zaczynamy wykonywać daną czynność (ziewam, bo chce mi się spać; lubię M&M’sy, ale orzeszki między zębami doprowadzają mnie do szału),
  • rutynę – ciąg lub cykl zachowań, który powtarzamy (chcę się obudzić, więc idę do ekspresu i robię kawę; chcę się pozbyć orzeszków, więc sięgam po pastę i szczoteczkę i myję zęby)
  • nagrodę – pozytywne uczucia lub emocje, które są konsekwencją powtarzanego zachowania (wypiłem kawę i czuję się gotowy do działania; umyłem zęby i czuję świeżość).

przyzwyczajenia2

O pomoc w odpowiedzi na pytanie skąd biorą się nawyki oraz dlaczego niektóre zachowania przyjmujemy jako dogmat, poprosiłem moją znajomą Edytę Zając, psychologa i trenera (polecam jej stronę: edytazajac.pl)

Nawyki są tym, co pozwala nam na radzenie sobie z życiem. Wyobraźmy sobie, że zamiast wykorzystywania automatycznych, nawykowych sposobów reagowania na rzeczywistość, za każdym razem podejmujemy świadome decyzje. To zajęłoby mnóstwo czasu i z pewnością utrudniłoby realizowanie celów. Nasz umysł jest jednak skonstruowany tak, aby funkcjonować w zgodzie z ekonomią poznawczą –mózg dąży do analizowania minimalnej ilości informacji. To dlatego po wielu godzinach spędzonych za kierownicą, nie musimy już myśleć o kolejnych ruchach. Wykonujemy je automatycznie. Dlatego też unikamy zmieniania nawyków – sam umysł buntuje się, bo nie chce znów przetwarzać nowych informacji w tym samym celu (np. uczyć się pisać na klawiaturze w inny sposób niż dotychczas).

Dobrze ukształtowane przyzwyczajenia są natomiast tym, co dodaje prostoty do codziennego życia, przyspiesza działania. Dzięki nim możemy wykorzystywać umysł nie do podejmowania w kółko tych samych decyzji tylko do kreowania czegoś nowego. Nawyki są zatem czymś niezwykle ważnym i mogą stać się mocnym orężem w walce o cele.

Tak jak wspomniała Edyta, przyzwyczajeniem jest także korzystanie klawiatury typu QWERTY. Chociaż w tym przypadku trudno mówić o nagrodzie po napisaniu e-maila. Zastanawialiście kiedyś, dlaczego układ klawiszy jest taki, a nie inny? Sprawa ma swój początek w 1878 roku, kiedy opatentowano maszynę do pisania z tak właśnie ułożonymi klawiszami. Opracowany układ, miał… spowalniać, a nie przyspieszać, pisanie i tym samym chronić czułe mechanizmy maszyn. Ot, rozczarowanie… QWERTY nie jest wynikiem wieloletnich badań amerykańskich naukowców! Istnieją także, inne typy klawiatur – np. Colemaka lub Dvoraka, które powstały po to, by optymalizować ruch palców, jednak nie przyjęły się powszechnie, ponieważ nasz mózg nie lubi zmian. Raz nauczeni QWERTY, mielibyśmy trudność z przyswojeniem nowego sposobu układania dłoni. Jeśli jednak podjęlibyśmy się tego zadania, po opanowaniu początkowej frustracji, nauczylibyśmy się płynnie, i co równie istotne, szybko pisać (aż o 8% szybciej!). Wtedy naszą nagrodą byłaby po prostu satysfakcja i poczucie spełnienia, że podołaliśmy zadaniu. Gratyfikacja niematerialna / emocjonalna.

przyzwyczajenia3

Z wystąpieniami publicznymi jest dokładnie tak samo – obawiamy się ich, bo panuje wszechobecny dogmat, że publiczności należy się bać. Tak mówią nam utrwalone zwyczaje i kanony społeczne. Wszędzie się to powtarza, wszyscy trąbią, że przemówienie to ogromny stres. A można do tego przecież podejść inaczej. Nie denerwować się, lecz pomyśleć, że to taka sama rzecz, jak mycie zębów, czy jazda na rowerze. Jako dzieci nie chcemy myć zębów – PO CO MAMOOO!? Na rower z kolei boimy się wsiąść. Po wielu powtórzeniach, okazuje się, że nagrodą za szczotkowanie, jest świeży oddech i zadowolenie. Robimy to automatycznie i naprawdę nie zastanawiamy się, czy mycie zębów spowoduje trwały uszczerbek na naszym zdrowiu, w postaci przeciążenia stawu łokciowego albo czy poprzez jazdę na rowerze, nie będziemy mieć problemów z prawem. Najważniejsza jest nagroda! Przejażdżka będzie kojarzyć się nam z wolnością i wiatrem we włosach. (Ja uwielbiam jeździć z jedną słuchawką w uchu i słuchać Fitz and the Tantrums – The Walker – genialny rytm do jazdy!)

Kiedy przyzwyczaimy się do występowania przed publicznością lub przed naszym zespołem w pracy albo nawet przed znajomymi, udana przemowa, opowieść, anegdota lub dowcip zaczną przynosić satysfakcję. Z czasem będziemy zachowywać się coraz bardziej swobodnie, potem przyjdzie zdolność kontrolowania głosu, aż w końcu schodząc z przysłowiowej sceny, endorfiny będą krążyć w naszych żyłach, jak karuzela w Disneylandzie. I będzie nam to sprawiać taką samą frajdę jak Disneyland. Ja tam mam* i szczerze polecam! Zawsze chodzi przecież o jakaś nagrodę!

A teraz już słuchamy:

* Mam tak nawet, kiedy trochę się pomylę 😉 To pokazuje, że jestem człowiekiem, a nie maszyną do mówienia na scenie.

 Polecam:

  • Duhigg, Charles. The power of habit: Why we do what we do in life and business. Random House, 2012.
  • Edyta Zając – psycholog, trener; edytazajac.pl

11

#dobrzepowiedziane

 

Share this article
  • Asia

    Nie wiem czy 11 minut… ale z pewnością te kilka chwil warto było poświęcić! Moja metoda na oswojenie przemówień jest myśl i wyobrażenie, że występuje przed bliskimi ludźmi, którzy żywią do mnie pozytywne uczucia (nawet jeżeli nikogo z nich nie znam).

    • Asia L. 🙂 Winston Churchill , był trochę szalony, więc idąc do mikrofonu wyobrażał sobie, że idzie po wielkich pękających, kolorowych bąblach! Każdy ma swój sposób 😉

  • Pingback: blogowy SPIS TREŚCI – Dobrze Powiedziane()